Strefa ucznia

O niepotrzebnym strachu przed logopedą

i planie na najbliższy tydzień

 

część I

Seplenię. Tak mi powiedział dzisiaj kolega z klasy. Nie wiedziałem jeszcze, co to znaczy, ale na wszelki wypadek się obraziłem. Czułem, że nie powiedział mi nic miłego.

– Mamo, czy ja seplenię? – zapytałem po powrocie ze szkoły.

– Szymuś… – mamę zamurowało – Trzeba przyznać, że tak.

Usłyszałem więc najgorsze. Mama potwierdziła diagnozę. Nie wiedziałem jednak dalej, czym jest owo seplenienie?

– Seplenię, czyli co? – drążyłem temat.

– Nie mówisz wszystkich głosek – zaczęła mama – głosek, czyli dźwięków, z których składają się słowa.

– Aha – powiedziałem smutnym głosem – i co z tym zrobimy?

– Nie martw się, już umówiłam cię do logopedy. Pójdziemy jutro po szkole. – Mama myślała, że mnie pocieszy, a tymczasem zasiała we mnie ziarenko strachu. Co ja mówię? Ziarenko? To było wielkie ziarno. Fasola może nawet. Ogromna, tak ogromna, że strach, masakra i szok!

Nie przyznałem się mamie, że się boję. Stwierdziłem, że porozmawiam o tym z tatą. On się boi dentysty, więc zrozumie moje lęki.

– Byłeś kiedyś u logopedy, tato?

– Byłem… – oznajmił. – Wiesz, miałem takie przyzwyczajenie, że przy mówieniu wpychałem język między zęby. Nikt mnie nie rozumiał. Pani logopedka nauczyła mnie mówić poprawnie.

– Bałeś się jej?

– Bałem – przyznał się tata. – Ale okazało się, że niepotrzebnie. Pani logopedka była miła, miała dużo zabawek i wymyślała super zabawy.

– Aha…

– Wiem, że się boisz, ale zobaczysz, że ci się spodoba.

Tej nocy nie mogłem spać. Wyobraziłem sobie kobietę wielką niczym blok, barczystą, z ostrymi kłami i szponami zamiast paznokci. Krzyczała do mnie: „Mów poprawnie, Szymonie!!!” A ja drżałem z przerażenia, bo nie wiedziałam, co to znaczy poprawnie.

Następnego dnia w szkole nie mogłem skupić się na niczym. Czekałem na spotkanie z logopedą jak na wyrok. „Tata dał radę, to ja też.” – podnosiłem się na duchu.

– Wies, idę dzisiaj do logopedy. – oznajmiłem koledze z ławki.

– To fajnie. – Antek chyba nie wyczuł strachu w moim głosie. – Słyszałem, że ma dużo gier.

– Skąd wiesz?

– Kasia mówiła. Ona chodzi już od miesiąca.

– Aha – powiedziałem już pewniejszym głosem.

Po lekcjach mama już na mnie czekała. Droga dłużyła mi się strasznie. Policzyłem wszystkie mijane drzewa, zwracałem uwagę na wszystkie znaki, śledziłem wzrokiem wszystkich mijanych ludzi. A wszystko po to, by nie myśleć o czekającej mnie wizycie. Ku memu zdziwieniu pani logopedka wyglądała całkiem ładnie. Była uśmiechnięta i miała przytulny gabinet. Było w nim dużo szafek i szuflad, a we wszystkich zabawki. Co robiłem u niej?

Najpierw bawiliśmy się w małpki – pani pokazywała różne sztuczki z językiem, a ja próbowałem naśladować. Całkiem nieźle mi szło, tylko miałem problem z uniesieniem języka do nosa. Potem oglądaliśmy rysunki – wszystkie odgadłem, więc dostałem w nagrodę naklejkę. Zadowolony powiedziałem, że jestem gotowy na następne zadanie. Pani logopedka mówiła raz dobrze, raz źle, a do mnie należało określenie, za którym razem wymówiła słowo poprawnie. Byłem w tym dobry, dlatego pani mnie pochwaliła i zaprosiła na następne spotkanie. Obiecała, że jeśli będę ćwiczył z nią i z rodzicami w domu, nauczę się szumieć jak las i przestanę seplenić. Stwierdziłem, że mogę spróbować.

Przez najbliższy tydzień miałem codziennie przez piętnaście minut ćwiczyć z rodzicami.

Zadania dla mnie:

1. „Przybijanie gwoździ”, czyli uderzanie koniuszkiem języka o podniebienie przy otwartych ustach (broda się nie rusza);

2. „Liczenie” górnych zębów;

3. Próba dostania językiem do nosa;

4. Kląskanie językiem (odgłos kopyt końskich);

5. Przytrzymywanie rodzynka koniuszkiem języka na wałku dziąsłowym (za górnymi zębami) przy otwartych ustach przez 10 sekund;

6. Wysuwanie warg do przodu i robienie „ryjka”.

Pożegnałem się z panią logopedką, przekazałem kartkę z zadaniami mamie i zadowolony z siebie zacząłem śpiewać piosenkę:

Mówić ładnie wszyscy chcemy,

do logopedy więc idziemy,

buzię, język poćwiczymy

i rodziców zadziwimy!

Część II

nastąpi………….

altBohaterowie kreskówek a wady wymowy

„Jestem Misiem o Bardzo Małym Rozumku i długie słowa sprawiają mi wielką trudność.” – oznajmił Kubuś Puchatek sowie. Kubusiem nie interesują się jednak logopedzi, ale psycholodzy podejrzewając go najczęściej o kompulsywne podjadanie się i upośledzenie umysłowe w stopniu lekkim. Logopedzi natomiast zainteresowaliby się przyjaciółmi Kubusia – jąkającym się Prosiaczkiem czy sepleniącym Tygryskiem.

Bohaterowie kreskówek bardzo często obdarzani są wadami wymowy lub szerzej: mowy. Najczęściej jest to zabieg celowy, który ma stanowić charakterystyczną cechę bohatera, rozbawić widza; rzadziej wada wymowy lektora, nie będąca raczej zabiegiem świadomie zastosowanym ( Przykładowo – chłopiec podkładający głos jednej z pszczół z kreskówce „Ul” deformuje głoski szumiące. ). Drugi przypadek spotykany jest dość rzadko głównie z tego powodu, iż lektorzy zazwyczaj bywają aktorami, a tym wada mowy przekreśla karierę. Trzecią, osobną kwestią jest poprawność użytych form wyrazów oraz ich prawidłowa wymowa (błędy wymowy). Nie jest to jednak działka logopedii.

Warto zwrócić uwagę na to, iż wady mowy charakterystyczne dla bohaterów kreskówek dotyczą głównie problemów z nieprawidłową realizacją głosek, czyli jest to przeważnie dyslalia. Rzadko spotykane są poważniejsze wady, takie jak, na przykład, jąkanie (wyjątkiem jest, wspomniany już, Prosiaczek).

Wśród bohaterów z wadami mowy, najbardziej

charakterystycznymi wydają się być:

Kaczor Donald jest postacią stworzoną przez Walta Disneya w 1934 roku. W Polsce podkłada jej głos Jarosław Boberek ( Ten sam, który użyczył głosu królowi Julianowi z filmu animowanego „Madagaskar”. On też zaśpiewał piosenkę „Wygnam śmiało ciało”. Robiąca wrażenia lista postaci, którym użyczył głosu Jarosław Boberek, znajduje się tutaj: http://pl.wikipedia.org/wiki/Jaros%C5%82aw_Boberek ), wcześniej robił to Mariusz Czajka (http://pl.wikipedia.org/wiki/Kaczor_Donald)

W pierwszej kolejności zwraca uwagę nadmierna produkcja śliny – Donald mówiąc pluje. Jego mowa jest mało, a dla innych wcale niezrozumiała. Najczęściej jest diagnozowana jako seplenienie boczne (podczas wymowy głosek s, z, c, dz, ś, ź, ć, dź, sz, ż, cz, dż język wsuwany jest między zęby, ale nie w linii prostej, jak to robi Donald Tusk, ale na bok). Charakterystyczne brzmienie sprawia, że wadę określa się nawet wadą Kaczora Donalda. Problem bohatera kreskówki wydaje się mieć nieco bardziej złożony charakter.

Deformuje głoski także Sylwester – on też ma seplenienie międzyzębowe, a w dodatku mówiąc pluje. Głosu użyczył mu w polskiej wersji językowej Włodzimierz Press. Kot był postacią m. in. w „Zwariowanych melodiach”. Jego głównym zajęciem było uganianie się za ptaszkiem Tweetym i Speed Gonzalesem.

Grafi – gumiś, znany z kreskówki „Gumisie”, ma talent techniczny, który wykorzystuje do napraw w Gumisiowej Dolinie. Mina mówi wiele o nastawieniu bohatera do życia. W wersji polskiej głosu postaci użyczył Jacek Bursztynowicz. Wada wymowy Grafiego polega na zastępowaniu głosek szumiących (sz, ż, cz, dż) przez syczące (s, z, c, dz). U dzieci takie zjawisko jest traktowane za normę rozwojową do 6 roku życia.

Taką samą wadę ma Tweetyaltptaszek, na którego poluje kot Sylwester. Kanarek znany jest z filmu animowanego „Zwariowane melodie” oraz „Sylwester i Tweety na tropie”. Głosu użyczały mu: Jolanta Wilk, Mirosława Nyckowska,Lucyna Malec oraz Małgorzata Puzio.

Gdy Tweety spotyka kota, mówi:„Zdawało mi się, ze widziałem kotecka. Dobze mi się zdawało. Widziałem kotecka(ang.I tawt I taw a putty tat. I did! I did! I did taw a putty tat.http://pl.wikipedia.org/wiki/Kanarek_Tweety

Można by się zastanowić nad sensem obdarzania bohaterów kreskówek wadami mowy. Z jednej strony budzą śmiech (pomyślmy teraz o Kaczorze Donaldzie) i uczą tolerancji; z drugiej – są źródłem wadliwego wzorca. Myślę, że w czasach, w których polska norma wymawianiowa staje się ignorowana na tak dużą skalę, powinno się przykładać więcej wagi do prawidłowego brzemienia słów. Nie znaczy to, że chciałabym pozbawić Kaczora Donalda uroku zabierając mu tak charakterystyczne seplenienie, ale w przypadkach, w których wada nie pełni znaczącej funkcji w kreacji bohatera, byłabym skłonna to uczynić.

Skip to content